img

Wszyscy boimy się starości

/
/
/
248 Wyświetleń

Sesje i zdjęcia to tylko dodatek tego co robię. Na co dzień zajmuję się różnymi rzeczami. Byłam także agentką nieruchomości. Pomagałam ludziom w kupnie/sprzedaży mieszkania, domu, działki. Załatwiałam wszystkie formalności, papierki, a co najważniejsze pilnowałam, by ludzie nie kupili mieszkania sprzedanego kilka razy, zadłużonego z komornikiem czy z kilkoma lokatorami, którzy nie chcą się wyprowadzić i robią utrudnienia. Nie oszukujmy się, znalezienie właściwego mieszkania jest bardzo czasochłonne i stresujące. Ale możemy sobie ułatwić to zadanie i skorzystać z usług profesjonalnego pośrednika nieruchomości, który posiada w swojej ofercie wiele atrakcyjnych mieszkań, których nie znajdziemy w ogłoszeniach internetowych. Ale do czego zmierzam? Ostatnio wzięło mnie na wspomnienia i przypomniała mi się pewna historia. Postanowiłam się nią z Wami podzielić.

Wszyscy boimy się starości

Był poniedziałek. Ja sama w biurze, zadzwonił telefon, jakaś kobieta z Domu Opieki Społecznej zapytała czy mogę przyjechać do starszej kobiety poruszającej się na wózku inwalidzkim, która chce sprzedać mieszkanie. Bez namysłu odpowiedziałam, że nie ma żadnego problemu. Gdy dojechałam na miejsce doznałam szoku. Masa starszych ludzi włóczących się po korytarzach z oczami pełnymi bólu i smutku. W informacji miły pan skierował mnie do pokoju 16 na I piętrze. Gdy już znalazłam pokój ogarnął mnie strach. Bałam się otworzyć drzwi. Sama nie wiem dlaczego, może dlatego, że wszyscy boimy się starości i wszystkiego co ze sobą niesie? Pomieszczenie było bardzo małe, stały w nim dwa łóżka i telewizor, bo nic innego się nie mieściło. Na jednym łóżku leżała cicha staruszka, a na drugim miła uśmiechnięta kobieta w wieku około 60 lat. Tak bardzo mi dziękowała, że zgodziłam się do niej przyjechać. Siedziałam u niej ponad godzinę, a ona opowiadała mi swoją historię. Było mi jej żal. Dotarło do mnie to, jakie życie jest niesprawiedliwe. Ona miała wszystko – dzieci, duże mieszkanie, przyjaciół, znajomych, ale gdy zachorowała została całkiem sama. Rodzina odwróciła się od niej. To choroba zmusiła ją do sprzedaży mieszkania. Obiecałam, że sprzedam jej mieszkanie i załatwię wszystkie formalności, by spała spokojnie i się nie denerwowała. Wszystko wyjaśniłam i podpisałam z nią umowę. Zawsze dwa, trzy razy w tygodniu odwiedzałam p. Kasię. Dobrze było widzieć jej uśmiech, który pojawiał się na mój widok. Mówiła mi wtedy, że jestem jej serduszkiem. I tak Pani Kasia została moją przybraną babcią.

Wszyscy boimy się starości

Klient na mieszkanie znalazł się po 2 tygodniach od wystawienia na sprzedaż. I tu pojawia się problem. Pani Kasia nie miała konta w banku, nigdy nie potrzebowała takich „udogodnień” i pewnie nie myślała nawet o tym, że kiedykolwiek ten wynalazek będzie jej potrzebny. W czym problem, prawda? Każdy z nas udał by się do banku, lub założył konto przez internet. Pani Kasia potrzebowała konta „na już” a jako osoba poruszająca się na wózku, bez rodziny, wyjazd do siedziby banku to dla niej naprawdę spore wyzwanie. Nie potrafiłam zostawić jej z tym wszystkim samej. Zjechałyśmy windą na dól. Samochód postawiłam pod samymi drzwiami na chodniku, już bliżej się nie dało. Pomogłam mojej „przybranej babci” wsiąść do auta, była taka szczęśliwa, a w oczach miała łzy radości. Od 2 lat nie widziała centrum miasta, w którym mieszka. Ale oczywiście to wszystko nie było takie proste. Pojawił się kolejny problem – wózek nie mieścił się w bagażniku – załamałam się, Pani Kasia posmutniała. Długo nie myśląc stwierdziłam „damy radę bez wózka”. Nie mogłam odebrać szczęścia tej kobiecie, ona żyła tym wyjazdem do banku. Prosta rzecz, której nie doceniamy na co dzień – przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Podjechałam pod bank, samochód zostawiłam na światłach awaryjnych na środku ulicy, bo standardowo w centrum miejsca parkingowe (nawet te dla inwalidów) to wymarły gatunek. Wbiegłam do banku i zapytałam czy mogę wziąć krzesło, bo przyjechałam z kobietą, która nie może chodzić tłumacząc, że wózek mi nie wszedł do bagażnika. Pamiętam miny tych wszystkich ludzi, patrzyli na mnie jak na wariatkę. Elegancko ubrana blondynka w wysokich, czerwonych szpilkach na krzesło próbuje posadzić starszą sparaliżowaną kobietę. Cały ruch na ulicy zatrzymany, a ja z Panią Kasią, pomagając jej przejść po parę kroków i przestawiając krzesło coraz bliżej banku. Ale czego się nie robi dla takich ludzi jak ona? Udało się. P. Kasia była mi bardzo wdzięczna. Mówiła, że zawsze chciała mieć taką wnuczkę jak ja. Dopięłyśmy wszystkie formalności, udało mi się namówić notariusza na przyjazd do Domu Opieki Społecznej, mieszkanie zmieniło właściciela.

Wszyscy boimy się starości

Przybrana babcia

Takim sposobem dorobiłam się „przybranej babci”, którą staram się do dziś odwiedzać jak najczęściej, nikt mi za to nie płaci, nie mam w tym interesu, Pani Kasia nie posiada kilku kolejnych nieruchomości, na których sprzedaży mogłabym zarobić. Daje mi coś innego – radość z uszczęśliwiania drugiego człowieka, moje odwiedziny są dla niej najlepszym prezentem, jej wdzięczność jest dla mnie najlepszym wynagrodzeniem.

 

 

  • Parentingowy_Com

    <3

It is main inner container footer text